Często się zastanawiałem dlaczego niektórzy Polacy nie chca się przyznawać do swojej narodowości i unikają rozmów w miejscu publiucznym po Polsku.Dzisiaj sobie na to chyba sam odpowiedziałem, spacerując po sklepach i napotykając się na rodaków.
Podam tylko jeden przykład bo nie chce mi się tyle opisywać.Pewien sklep z ubraniami sportowymi w mieście Doncaster 🙂 , starsze małżeństwo z córką wybieraja sobie buciki, nic w tym dziwnego gdyby nie ich słownictwo, ba nie tyle słownictwo co rozmowa między sobą, najpier starszy Pan dośc wulgarnie objechał sprzedawcę oczywiście po polsku bo z tego co zauwazyłem córka robiła za tłumacza, tylko dla tego że córka żle wymówiła to co ojciec chciał i pan podał nie ten towar, no i oczywiście to wina sprzedawcy bo nie rozumie po anglo-polsku, po chwili kolejne dość nie miłe określenie i o dziwo w kierunku swojej żony, najlepsze to było chyba jak głowa rodziny stanowczo zakomunikowała żonie ” idź wypie…..aj z tego sklepu bo i tak nic nie wybierzesz). po prostu BRAVO i szacun za taką stanowczość. Szkoda tylko że taki baran jeden z drugim nie zastanowi się że tu też są inni polacy z dziećmi. ale cóż tłumaczę sobie to tak, dzisiaj mamy piątek, pewnie z niecierpliwością czekał na dzien wypłaty, aby zanurkować w polskim sklepie po browarka albo cos mocniejszego a tu żona go po sklepach ciąga, biedny chłop….
Przykre że potrafimy władać tak pięknym językiem a w większości i tak używa się tylko określeń znanych ze slamsów….